Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same. — Phil Bosmans

sobota, 11 września 2010

nie ma co , zaczął się rok szkolny, a ja jeszcze żyję wakacjami, 
   







czy były udane? 

były wycieczki połączone ze zwiedzaniem:
były spacery przy zachodzie słońca:


był odpoczynek na pomoście ;)


była przygoda :


ba, była nawet plaża:


nie wspomnę o zamkach na piasku :))


ale wszystko co dobre kończy się szybko i zaraz po przyjeździe trzeba było wpaść w wir codzienności

tym bardziej,  że moja młodsza pociecha została pierwszakiem

emocje ogromne dla nas rodziców i dla niej, 
choć przyznam, że posłałam ją do szkoły z wielkimi obawami, ponieważ to jeszcze krasnoludek, który dopiero w grudniu skończy 6 lat
może ktoś pomyśli, że jestem wyrodną matką pozbawiającą własne dziecko dzieciństwa, ale przez calutki rok zbierałam opinie, robiłam wywiady, dopytywałam każdego kogo napotkałam na swojej drodze co powinnam zrobić
jeśli ktoś ma dziecko w wieku tzw. przed  szkolnym - tu nie ma błędu celowo rozdzieliłam ten wyrazwie o czym piszę 
my rodzice wielkodusznie dostaliśmy wybór od naszych władz czy posłać dziecko do szkoły w wieku 6 czy 7 lat, już niedługo tego wyboru nie będzie bowiem kolejna reforma w oświacie właśnie postanowiła "pomóc" malutkim ludziom i ich rodzicom "dogonić" w rozwoju genialnie wyedukowanych ludzi zachodu
jaki więc problem ? 
pytań miałam nieskończoną ilość
czy zabiorę jej dzieciństwo
czy taki maluch poradzi sobie emocjonalnie
czy tak duże różnice wiekowe w jednej klasie bo nawet 2 lata to dobrze czy źle 
czy warto zatrzymywać dziecko w przedszkolu skoro program w szkole jest już przystosowany dla 6 latków
czy wysyłając do szkoły rok później sprawię, że będzie się nudziło przerabiając to co miało już w przedszkolu
czy skazuję je na przeludnione klasy
....

itp, itd
najgorsze , że minęło już 11 dni, a ja wciąż ne wiem czy dobrze zrobiłam
 z tym pytaniem już od dłuższego czasu budzę się i zasypiam 
i dzisiaj też przed zaśnięciem będę o tym myśleć i znów nie uzyskam odpowiedzi
???

dobranoc 

piątek, 13 sierpnia 2010

WAKACJE !!!




Wakacje , znów będą wakacje
wakacje będą znów....
tak śpiewał kabaret OTTO,
a dzisiaj śpiewamy my :))




poniedziałek, 9 sierpnia 2010

No i minął weekend. To były 4 pracowite dni.
Były i konfiturki, i pieczenie schaba (wszystkim tak zasmakował, że dostałam zamówienie na trzy takie), i pielenie ogródka(oj było co robić bo przez cały miesiąc nic nie pieliłam), ba nawet uszyłam 2 torebki dla swojej córci. Zamiar był troszkę inny, ale w ostateczności stwierdziłam, że wszystkie idą dla niej. Tutaj oczywiście nie omieszkam się pochwalić
oto one:




Sobota była dniem otwartym. Był u nas dawno niewidziany brat mojego kochanego mężulka wraz z rodzinką w skład której, poza oczywiście żoną, wchodzą dwie niesamowite dziewczynki. Zaczęło się bardzo oficjalnie, nakryto do stołu, ale po kilkunastu minutach nasz cały babiniec w postaci czterech rozkrzyczanych małych panienek przeniósł się do pokoju dziecinnego. Efekt? Lepiej nie pokazywać.
Po południu zmiana. Tzn. nie do końca.
My zaplanowaliśmy sobie "płynną wymianę" gości, ale my swoje, a życie jak zwykle swoje.
Nagle zapadła ciemność, z nieba lunął deszcz i rodzinka postanowiła poczekać na zmianę pogody. I tak oto mieliśmy już nie 4 ale 6 dziewczynek, bowiem przybyła "druga tura" gości. Dziewczyny szalały, a rodzice po oficjalnej części powitalno-zapoznawczej - też szaleli.
A co, my mieliśmy być gorsi?

I tak zastał nas wieczór.

W niedzielę dopadł nas .... dnia następnego.
Pojechaliśmy na naszą? no chyba naszą , raczej naszą, NA PEWNO NASZĄ
Zresztą co tu pisać
chyba bez zaliczki nie wyjedziemy na wczasy by ktoś nam nie "sprzątnął spod nosa", właśnie w niedzielę podjęliśmy decyzję o kupnie :








mocno wierzę w to, iż to ja zerwę tę kłódkę i otworzę bramę, bramę do naszego małego raju,
tak się rozmarzyłam, że nie mogłam usnąć




dzisiaj jeszcze musiałam pojechać do "wielkiego miasta" i nadrobić parę zaległości urzędowo-papierkowych powstałych po ostatnim dłuuuugim konfiturowo-gościnnym weekendzie, ale jutro pędzę "zaklepywać" swoje marzenia

środa, 4 sierpnia 2010

takasobiewanna

Ostatnio odwiedziłam pewien klimatyczny blog, mojemanderlay, w którym Karolina (pozwoliłam sobie na poufałość, jeśli zbytnią przepraszam) opisuje historię pewnego "klimatycznego" zlewu. Pierwsza myśl, po przeczytaniu była: przecież ja mam swoją starą, żeliwną wannę !
Jest ze mną odkąd pamiętam. Kiedyś, po jakimś remoncie, została wyrzucona i stała sobie gdzieś wstydliwie w niewidocznym kącie ogrodu, aż powróciłam na stare "śmieci" i wyciągnęłam ją stawiając w centralnym miejscu mojego mini ogródeczka.



Ale nie o wannie chciałam. Kiedy myślę o swoim nowym, przyszłym domu to zastanawiam jak znaleźć w nim, takim nowym, czystym miejsce dla rzeczy z własną historią. Przecież nie wstawię ich ot tak , w przypadkowy wstydliwy kąt, ani też nie narażę ich na śmieszność stawiając w centralnym miejscu. Czytając to co napisała u siebie Karolina, uświadomiłam sobie, że to jest nie tylko mój problem. Stare, czasem brzydkie przedmioty mają duszę, bo mają swoją historię, nie wyrzucajmy ich zbyt szybko, może warto znaleźć im odpowiednie miejsce.
Lubię nowoczesne klimaty we wnętrzach, ale dopiero mebel " z własnym życiorysem" sprawia, że czujemy się w nich jak u siebie, a nie w galerii.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

szewc bez butów chodzi

Jak to jest, że kiedy doradzamy innym jest to takie proste, a kiedy sami musimy podjąć decyzje okazuje się to ponad nasze siły?
Projektowałam niejedno wnętrze, nie miałam problemu z doborem stylu, eliminowaniem elementów zbędnych, decyzja co na podłogę itp...itd...
Siedzę właśnie przed projektem swojego własnego domku i co? i pustka, całkowita, przerażająca pustka. Chciałabym by wnętrza były, nowoczesne ale i klasyczne, awangardowe ale przytulne, trochę rustic, trochę pop art, taki misz-masz, ale nie kicz. No i co? NO I NIC!!!
Postawiłam ściany parteru i ...




czy tak już musi być, że szewc bez butów chodzi ?

niedziela, 1 sierpnia 2010

serce

Dzisiaj wyszło długo oczekiwane słoneczko. Chociaż wczoraj zapowiadano ładną pogodę to jakoś nie bardzo wyszło to u nas pogodynkom. Niby ciepło, ale jakiś wiaterek zimnawy, chmurzyska z uporem zasłaniały słoneczko i tak jakoś niesłonecznie było. Za to dzisiaj pełna słoneczna rozpusta.
Po leniwie spędzonym przedpołudniu, spełnieniu obowiązków "kościelno-niedzielno-mszalnych" i smakowitym obiadku wybraliśmy się na lody, każdy biegł co sił w nogach oto dowód:



o dziwo naszego entuzjazmu nie podzielała reszta mieszkańców miasteczka, na ulicach pusto jakby wszyscy wyjechali

Odkąd pamiętam niedzielne popołudnia w moim rodzinnym miasteczku kojarzą mi się z wyludnionymi ulicami. Kiedy byłam małą dziewczynką był to dla mnie czas na bezkarne bieganie po ulicach bowiem w domu każdy gościł niewolnicę Isaurę tudzież innych postaci z brazylijskich seriali. Były to iście Kamienne Kręgi kanapowo-ekranowe.

My jednak postanowiliśmy się wyłamać wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową na, której z moją młodszą córcią ustaliłyśmy, że w dzisiejszym poście musi być zdjęcie z własnoręcznie wykonanym, wymyślonym i zaprojektowanym serduszkiem, które przesyła każdemu kto je zobaczy.

I z tej właśnie okazji, na prośbę tej oto małej dziewczynki powstał dzisiejszy wpis :

sobota, 31 lipca 2010

codzienność

Dzisiejszy dzień upłynął pracowicie:sprzątałam, prałam, gotowałam. Po raz pierwszy upiekłam schab, taki na kanapki. Wyszedł wyśmienicie, nim zdążył wystygnąć już prawie go nie było. Wszyscy pałaszowali tak, że uszy się trzęsły zwłaszcza z chlebkiem, który upiekłam wcześniej. Sami zobaczcie co zostało z 2kg. pieczonego schabu:




oto przepis na schab pieczony:

- 2kg.schabu bez kości
- 2łyżki płynnego miodu
- 2 łyżki oleju
- 2 łyżki masła
- szklanka bulionu
- łyżeczka cynamonu
- łyżeczka zmielonego ziela angielskiego
- sól

umyte mięso, wygnieść ( ja zbiłam wałkiem do ciasta) natrzeć solą, cynamonem i zielem angielskim. Odstawić na kilka godzin w chłodne miejsce-np. na noc do lodówki. Następnie zrumienić na gorącym oleju z dodatkiem masła. Przepis mówił o ułożeniu w brytfannie, ale ja włożyłam w foliowy rękaw do pieczenia, polałam z wierzchu miodem, wlałam szklankę bulionu. Piec około godziny. Ponieważ w rękawie nie można mięska polewać sosem, ja co jakiś czas kołysałam naczyniem tak, aby sos polewał mięso. Po godzinie wyjmujemy z piekarnika pachnący soczysty schabik.



Na koniec przyszli znajomi, których nie widziałam tysiąc lat. Wspomnień nie było końca, płakaliśmy ze śmiechu tak,że jeszcze brzuch mnie boli.
Jutro znów będziemy debatować nad naszą działką. Jednego jesteśmy pewni nasz domek będzie wyglądał tak:



czwartek, 29 lipca 2010

kupować?, nie kupować ?

Wyszło słoneczko, dziewczynki szczęśliwe biegają po podwórzu, bo nie można tego nazwać ogrodem, choć prawdziwy ogród też jest w pobliżu, ale to długa historia...
Ale nie o tym teraz chcę pisać, otóż mam mieszane emocje dotyczące tegorocznych wakacji.
W tym roku jedziemy nad morze choć ostatnimi czasy jakby nie bardzo nas nad nasz Bałtyk ciągnęło. Był Augustów, Bieszczady, w tym roku myśleliśmy o Mazurach, ale życie pokierowało naszymi planami inaczej. Lekarz dziewczynkom zalecił morze i będzie morze.
Dzieci nie mogą się doczekać wspólnego wyjazdu. Cieszą się z morza, bo w tym roku wcześniej starsza córcia była w górach, a młodsza u dziadków na Kujawach.
A nam starym zachciało się budować dom, no może nie tak teraz, ale teraz jest okazja na kupienie działki. Głowa mi puchnie od pytań i wątpliwości, czy dobrze robimy, czy to jest właśnie to miejsce, czy ... czy dobrze robimy, że teraz wyjeżdżamy, ale cóż tam. Mam nadzieję, że te kilka dni dobrze nam zrobi, pomoże spojrzeć na problemy działkowo-kredytowe z boku i po powrocie podejmiemy właściwą decyzję.
Póki co zanim wyjedziemy mamy dwa tygodnie w napięciu i na zagryzanie pazurów, dyskusji, zbierania argumentów za i przeciw itd, itp....
No i muszę opróżnić pudła, które już dwa tygodnie od remontu w pokoju dziewczynek, zagracają nasz przedpokój. Tyle niepotrzebnych rzeczy uzbierało się w ciągu zaledwie 3 lat od ostatnich mega gruntownych porządków.

środa, 28 lipca 2010

moje potworki



moje kochane potworki mają wakacje,
czas upałów, biegania po dworze, lania wodą, moczenia w basenie minął, w domu poszedł w ruch komputer, nuda, deszcz za oknem, iście późnojesienna pogoda. Moje kochane potworki powróciły do domu i postanowiły pomęczyć mamę: mamo wymyśl coś, mamo nudzi mi się, mamo , mamo....
Otworzyłam kuchnię na zabawę masą solną, zabawy było po same pachy, aż do samej kolacji. Jutro będzie malowanie figurek, kwiatków, poduszeczek. Dzisiaj była słodka kolacja, chlebek w jajku z jabłkowo-gruszkową marmoladą, mycie, i czekanie na jutrzejszy dzień. Udało mi się sprawić, tak prostą zabawą, że potworki nie mogą już doczekać się jutrzejszego dnia

poniedziałek, 26 lipca 2010

racuchy

dzisiaj jak zwykle szukałam inspiracji na kolację dla swoich dziewczynek, weszłam na wspaniały blog http://whiteplate.blogspot.com/, czarujący, ciepły i jak zwykle nie zawiodłam się - racuchy... tak powróciły wspomnienia z dzieciństwa kiedy to ze starszą siostrą szalałyśmy w kuchni, naszym popisowym daniem były "grzybki" tak nazywałyśmy placuszki, których przepis odnalazłam u Liski(mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako spoufalanie się).
my stosowałyśmy najprostszy z prostych przepisów, później stosowałyśmy różne wkładki, czasem jabłka, czasem twarożek i posypywałyśmy cukrem, w wersji "wypasionej" była konfitura śliwkowa

przepis na proste placuszki - grzybki

składniki

2-3 łyżki mąki
1-2 jajka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

całość mieszamy na gładką gęstą masę i smażymy na rozgrzanej patelni
trzeba uważać, aby po uformowaniu placuszków lekko zmniejszyć ogień, dzięki czemu nie przypalą się, a w środku będą dopieczone

teraz wystarczy posypać cukrem i ekspresowe danie gotowe
smacznego


niestety zdjęcie niezbyt, mam nadzieję, że następne będą lepsze, ale nie miałam szans na poprawki bo placuszki zostały zjedzone :)
Related Posts with Thumbnails